Droga krzyżowa ŁPPM
Rozważania Drogi Krzyżowej ŁPPM przygotował Marek Napieraj.
ROZWAŻANIA DROGI KRZYŻOWEJ
Czy droga krzyżowa, która kończy się śmiercią może nieść ludziom przesłanie nadziei? Nie, jeśli kończy się śmiercią. Ale nie taką drogę przeszedł nasz Pan Jezus, nasz Bóg. On żyje!
Jezus, prawdziwy Przyjaciel. Nie pozostawił swoich przyjaciół. Wskazał, którędy podążać, czego się wystrzegać, z Kim trzymać, u Kogo szukać ratunku. Mówił „Ja jestem drogą i prawdą,
i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie.”
(J 14,6).
A zatem, On jest drogą, drogą w prawdzie, bo tylko taka jest gwarancją życia…wiecznego. Czy to wystarczy, by w tych trudnych czasach być pielgrzymem nadziei, nieść nadzieję innym i samemu jej nie stracić. Oczywiście, bo to rozwiązanie uniwersalne, ponadczasowe, bo jest rozwiązaniem Boga, który wie wszystko.
Stacja I – Pan Jezus na śmierć skazany
Wyrok. Jakikolwiek miałby kontekst, nie brzmi dobrze. Dotyka ciało, rani serce i duszę. Wpływa na dalsze życie… na – w zasadzie – ostateczną wegetację. Demoluje nas samych, odbija się rykoszetem na tych, którzy są obok. Wyrok, szczególnie bolesny, jeśli wydawany jest fałszywie, jeśli pada z ust najbliższych.
Myślisz, że zostajesz wtedy sam, bo nikt nie staje w obronie, nie chwyta za miecz, nie oddaje życia. Czy na pewno? A Jezus? „Skąd Ty jesteś?” – pytał Piłat. Kiedy nie otrzymał odpowiedzi drążył dalej „Nie chcesz mówić ze mną? Czy nie wiesz, że mam władzę uwolnić Ciebie i mam władzę Ciebie ukrzyżować?”. I te stanowcze, pełne Mocy, słowa ukochanego Jezusa: „Nie miałbyś żadnej władzy nade Mną, gdyby ci jej nie dano z góry”, powodują, że odtąd Piłat usiłował Go uwolnić (por. J 19,9-12). Ależ zmiana w zachowaniu namiestnika!
A gdzie nadzieja? Czyż sam Bóg, Bóg mówiący z Mocą, nią nie jest?
Stacja II – Pan Jezus bierze krzyż na swoje ramiona
Przypomnij sobie słowa Pana Jezusa. Mówił do wszystkich: „Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje! Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa.” (Łk 9, 23-24)
Trudne? Tak, ale Pan Jezus wie, że to możliwe. Nadzieja na pokonanie trudności jest w słowach „z mego powodu”. Jeśli oddasz wszystko Jemu, jeśli zmagając się ze swoim krzyżem zrobisz to dla Jezusa, z Jego powodu… uda się. Nie oznacza to, że będzie lżej, łatwiej, ale na pewno dasz radę. A pamiętasz Apostołów, którzy cieszyli się, że mogą cierpieć dla Jezusa? Niepojęte? Przecież wiesz skąd czerpali siłę. Dlaczego więc tobie, kochający Bóg, miałby jej nie dać? Dlaczego miałby pozbawić cię, nadziei?
Stacja III – Pan Jezus upada pod krzyżem po raz pierwszy.
Każdy krok, ruch ręki, głowy z koroną cierniową, powodowały przejmujące cierpienie, którego nie potrafimy sobie wyobrazić. A upadek?… Brak słów. A ponaglenia żołnierzy i tych co krzyczeli „Ukrzyżuj!”?
Myślisz, że pierwszy upadek był „znośniejszy” od trzeciego, że ten ostatni był najtrudniejszy? Przypomnij sobie trwogę konania w Ogrójcu. Ból duszy.
Pan Jezus wstał, bo wiedział o co toczy się walka, a tak naprawdę o kogo. Znał przeciwnika. Widział też nasze zbolałe serca, szukające – i w tej chwili Jego męki – upragnionej nadziei. Wstań z kolan przyjacielu! Zaufaj, warto!
Stacja IV – Pan Jezus spotyka swoją Matkę
Moment wzruszający do głębi. To z pewnością była krótka chwila, rzymska eskorta skazańców o to zadbała. Ostatni dotyk, wymiana myśli miłujących się serc. Czyż Maryja nie pamiętała słów Symeona? Z pewnością często je rozważała.
Spotkałem kiedyś kobietę, która zamartwiała się o swojego syna, jadącego z przyjaciółmi nad morze. Miał uprawiać sporty ekstremalne. Na nic okazywały się zapewnienia młodego człowieka, że zadba o swoje bezpieczeństwo. Matka, odchodząc niemalże od zmysłów, doszła do wniosku, że jedyne co jej pozostało, to złożyć swoją nadzieję w Bogu. Mówiła „Panie, to przecież też Twoje dziecko, zajmij się nim proszę”. Boży pokój napełnił jej serce. A Maryja, nie uczyniła podobnie? Czy Jej serce, w obliczu męki najukochańszego, jedynego Syna nie pękłoby z żalu, gdyby nie pokładała nadziei w Bogu, kochającym Ojcu?
Stacja V – Szymon Cyrenejczyk pomaga nieść krzyż Panu Jezusowi
Ten, który dotknął się chrystusowej męki, czuł oddech umęczonego Jezusa, drżenie mięśni, po ludzku odmawiających posłuszeństwa. Widział palce Jego rąk nieporadnie przesuwające się, ze zmęczenia, po drewnianej belce. Słyszał ciężki oddech Człowieka udręczonego. Musiało to zrobić na nim piorunujące wrażenie. Na tobie, na mnie, też by zrobiło, a może nawet… nie wytrzymałyby tego nasze serca.
Przymuszony z początku do pomocy, z każdą upływającą chwilą bardziej rozumiał w czym uczestniczy. Wytrwał. To doświadczenie przewartościowało jego życie, życie jego rodziny.
Bo kto autentycznie spotyka Boga, nie wraca już tą samą drogą – jak mędrcy ze wschodu, z Betlejem. Zaczynamy żyć, żyć z Bogiem, bez którego – tak naprawdę – nic nie możemy uczynić (por. J 15,5). A zatem, Kto komu pomagał nieść krzyż? Kto większy ciężar naszych krzyży nosi?
Stacja VI – Weronika ociera twarz Panu Jezusowi
Odwaga. Jeśli wyrażana z właściwych pobudek – bezcenna. Tak jej teraz niewiele. Ale i w czasach, gdy Jezus chodził jako człowiek po Ziemi, różnie z nią bywało – pamiętamy zachowanie Apostołów
w Ogrodzie Oliwnym, Piotra grzejącego się przy ognisku, czy zatrwożonego Szymona z Cyreny. Jak bardzo ich zachowanie kontrastowało z reakcją Weroniki, kobiety – według świata mniej ważnej, tzw. słabej płci. Na pewno słabej? Czy widząc idących na ukrzyżowanie, szukała odpowiedniej chwili, analizowała sytuację? Zapytam… A czy prawdziwe odruchy serca marnują czas na takie kalkulacje? Pan był w pobliżu, był z nią. Wystarczy. Jemu uczyniła gest miłości, bo taka jest prawdziwa miłość, która „wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma.” (por. 1 Kor 13, 7).
Świat potrzebuje nadziei, że w chwili próby, nie zabraknie odwagi teraźniejszym Weronikom.
Stacja VII – Pan Jezus upada pod krzyżem po raz drugi
Drugi upadek, mimo obecności Szymona. Czy był konsekwencją słabnących sił? Z pewnością, z każdym krokiem ich ubywało. A może przyczyną był kamień, nierówność na drodze, pchnięcie – przypadkowe bądź celowe, uderzenie rzymianina, mieszkańca Jerozolimy, kogoś innego?
Doświadczamy drugich upadków. Bolą dotkliwie, szczególnie wtedy, kiedy obiecaliśmy, że więcej się nie powtórzą, gdy zarzekaliśmy się, przysięgaliśmy na wszystkie świętości, że ten pierwszy upadek był „pierwszym i ostatnim”. Zawiedliśmy siebie, bliskie nam osoby, przyjaciół, wszystkich, którzy dali nam szansę. Jak wlać w ich serca nadzieję, gdzie szukać jej dla siebie, jak przekonać do kolejnej próby?
Lubię „zaglądać” do Jezusa w Klasztorze Sióstr Bernardynek w alejkach. Któregoś razu spotkałem siostry, krzątające się pomiędzy bramą wjazdową a drzwiami Kościoła. Widząc „wzmożony ruch” – nigdy wcześniej takiej sytuacji nie spotkałem – nie chcąc przeszkadzać swoją obecnością, spytałem jednej z nich „Czy można?” – wskazując ręką na Kościół. Jej przepiękny uśmiech i odpowiedź dotknęły mojego serca „Oczywiście, Pan Jezus czeka.” Niesamowite! Poczułem pewność i zaproszenie od… samego Jezusa. Czekał, czeka zawsze.
A więc przyjdź! Nieważne, który raz ci się przydarzyło upaść, przyjdź! On da ci siłę, wleje nadzieję!
Stacja VIII – Pan Jezus pociesza niewiasty jerozolimskie
Płacz wzrusza. Ten niewiast, z pewnością poruszył także i serce Pana Jezusa, choć słowa, które skierował do nich mogą nas trochę zastanawiać. Moglibyśmy zapytać, czy kobiety przekonały Chrystusa autentycznością swojego żalu. A mężczyźni, płaczą? Podobno prawdziwi, tak. Przywołajmy z pamięci reakcję Jezusa przy grobie Łazarza, swojego przyjaciela. Te łzy stanowczo różniły się od łez kobiet z drogi krzyżowej.
Szczery płacz potrafi wyzwolić. Poczuliście choć raz jego oczyszczającą moc? By dostrzec nadzieję w beznadziei swojego żywota, winniśmy czasem zalać się łzami, gorzkimi, pokornymi. Tylko takie, prawdziwe, uchylają rąbek zasłony, która spoczywa na naszych obliczach. To za nią skryte jest światło Boga i Jego Królestwo przygotowane dla nas.
Stacja IX – Pan Jezus upada pod krzyżem po raz trzeci
Widać Golgotę. Już blisko. Mógłby zostać w tej pozycji i poczekać na rozwój wypadków, a jednak wstaje. I nie chodzi o to, że po raz trzeci, ale o to, że to możliwe… za każdym razem. Bo z Jezusem możliwe jest powstanie nie tylko z kolan, ale i wtedy, kiedy czujesz ziemię na swojej twarzy, kiedy czujesz ją
w ustach. Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego! Świat cię oszukuje, proponując swoje rozwiązania na ból, na brak nadziei… wiemy, jakie. Wiemy też, że bardziej należy słuchać Boga, niż człowieka, bo On wie na pewno, a nam się często wydaje.
Przysłuchuję się rozmowom rodziców ze swoimi dziećmi. Nieporadne pytania maluchów, zadawane któryś raz z rzędu, ich zachowania, czasami zupełnie bez sensu i cierpliwe tłumaczenia dorosłych. Dzieli ich ogromna przepaść doświadczenia i mądrości. A jaką skalę przyjąć, by zmierzyć miłość Bożą względem nas, Jego mądrość i troskę? Kiedy pojmiemy tę zależność, skalę wielkości, powstaniemy z czwartego, piątego,
z każdego kolejnego upadku i… już nikt nie zdoła odebrać nam nadziei.
Stacja X – Pan Jezus z szat odarty
Oprawcy myśleli, że pozbawiając Jezusa szat, odzierają go ze wszystkiego, z godności. A tak naprawdę ogołocili samych siebie, ogołocili z człowieczeństwa.
Pamiętam okruchy historii opowiedzianej przed jednego z kapłanów. Wspominał, jak do jednej z wiosek przyjechali okupanci. Postanowili spalić jedyny w osadzie Kościół, myśląc, że w ten sposób pozbawią ich mieszkańców wiary, nadziei, że ich złamią. Ludność, wyprowadzona pod przymusem przed Świątynię, godzinami patrzyła, jak płonie. Kiedy wieczorem, śmiejąc się i szydząc, żołnierze pytali, gdzie jest ich Bóg i dlaczego ich nie powstrzymał przed podpaleniem, spośród mieszkańców wyszedł starszyna i patrząc w gwiazdy na niebie powiedział, że spalenie Kościoła nie sprawi, że zapomną, kto je stworzył. Wspaniała Mądrość Boża.
Pamiętaj! Choćby odarli cię ze wszystkiego, nie zdołają wyrwać z twego serca pieczęci Boga samego, pewności, że jesteś Jego córką, Jego synem, obleczonymi w szaty odporne na wszelkie płomienie ludzkiej nienawiści, w Miłość i Wiarę i Nadzieję.
Stacja XI – Pan Jezus przybity do krzyża
Wydaje się, że to już koniec. Fałszywy prorok przybity do krzyża, uczniowie rozproszeni, zagrożenie zażegnane, w końcu będzie można żyć po swojemu. Czas kontynuować przygotowania do Święta Paschy.
Zwolennicy ukrzyżowania domagali się jeszcze, by Jezus zszedł z krzyża, wybawił sam siebie. Nie spodziewali się już niczego, założyli, że przegrał, a brak jakiejkolwiek reakcji tylko temu dowodził. Nadzieja na wyzwolenie Izraela powoli umierała na drzewie.
Nic bardziej mylnego – jak zauważył jeden ze znanych kapłanów – właśnie rozpoczęło się odliczanie, jak na Przylądku Canaveral, silniki już odpalone. Rozpoczynał się decydujący dla naszego zbawienia moment. Pan Jezus czynił wszystko nowe!
Jednemu z łotrów dane było w jakimś stopniu rozpoznać swoim sercem Jezusa, czuł, że nie zasłużył On na swój los. Napomniał swojego pobratymca, a sam zwrócił się do Pana Jezusa „…wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa”. Nadzieja go nie zawiodła. „Zaprawdę, powiadam ci: Dziś ze Mną będziesz w raju” usłyszał w odpowiedzi (por. Łk 23, 42-43). Cóż dodać?
Stacja XII – Pan Jezus umiera na krzyżu
„Eli, Eli, lema sabachthani?”, to znaczy Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?” (Mt 27,46). Jeśli po tych słowach miewamy jeszcze jakiekolwiek wątpliwości, że Pan Jezus zszedł na same dno naszego opuszczenia, naszej nędzy, to w tej chwili powinniśmy się ich pozbyć.
Jeśli sądzimy, że zeszliśmy do najniższego poziomu naszej depresji, załamania, to z pewnością usłyszymy pukanie pod naszymi stopami – to Jezus. Wie, jak się czujemy, wie co przeżywamy w danej chwili, zna nas lepiej, niż my sami siebie.
Umarł I… wygrał! Wyobraźcie sobie reakcję złego, świadomość porażki. Chociaż, może lepiej sobie nie wyobrażać. Bóg zwyciężył i to nam wystarczy.
„A dusze sprawiedliwych są w ręku Boga i nie dosięgnie ich męka.Zdało się oczom głupich, że pomarli, zejście ich poczytano za nieszczęściei odejście od nas za unicestwienie, a oni trwają w pokoju. Choć nawet w ludzkim rozumieniu doznali kaźni, nadzieja ich pełna jest nieśmiertelności.” (Mdr 3, 1-4)
Stacja XIII – Pan Jezus zdjęty z krzyża
Pan Jezus zdjęty z krzyża i złożony w ręce Mamy,
w Jej ramiona – jak przy narodzinach – i w ramiona… Taty.
Co jeszcze mógłby zrobić by nas uratować, wlać nadzieję, która nie umiera tylko żyje wiecznie z Nim, w Królestwie, w którym jest mieszkań wiele? Oddał samego siebie. Oddałbyś siebie? Codziennie odmawiamy modlitwę „Ojcze nasz… bądź wola Twoja”. Czy zdajemy sobie sprawę, że nasz Bóg oddał swojego Syna…? Oddałbyś swojego syna? Trudne.
Przypomniałem sobie fotografię z planu filmowego „Pasji” Mela Gibsona. Na krzesłach siedzą obok siebie reżyser i aktor grający Pana Jezusa, Jim Caviezel – ucharakteryzowany do scen z chrystusowej męki. Ktoś umieścił pod fotografią słowa: „Ta chwila, kiedy opowiadasz Jezusowi o swoich problemach…”. To tylko fotografia, ale jakże wymowna. Pamiętajmy, że Pan Jezus chodząc po Ziemi był do nas podobny we wszystkim, oprócz grzechu.
Stacja XIV – Pan Jezus złożony do grobu
Pan Jezus złożony do grobu… ale tylko na trzy dni. To naprawdę niewiele. A potem? A potem radość wielka, która stała się udziałem nie tylko mieszkańców Królestwa Niebieskiego, ale może stać się udziałem nas wszystkich, tylko… „Miejcie nadzieję!… Nie tę lichą, marną, co rdzeń spróchniały w wątły kwiat ubiera, lecz tę niezłomną, która tkwi jak ziarno, przyszłych poświęceń w duszy bohatera.”
I pamiętajmy, że…
„Duch bojących się Pana żyć będzie, albowiem ich nadzieja jest w Tym, który ich zbawia. Ten, kto boi się Pana, niczego lękać się nie będzie ani obawiać, albowiem On sam jest jego nadzieją.” (Syr 34, 13-14).